27/08/2025
Zastanawia mnie jedna rzecz💡
🌳Drzewka w szkółkach, sadzone w naszych miastach, wymagające dużo pracy i zabiegów, żeby utrzymać się przy życiu są wyżej cenione niż przesadzone samosiewy.
Porównanie obydwu wygląda następująco
🪴Drzewa ze szkółki:
• hodowane od „nasionka”, o które dbano od samego początku;
• sadzonki pochodzą od drzew selekcjonowanych sztucznie pod kątem estetyki czy innych właściwości, w warunkach często bardzo dalekich od warunków docelowych miejsca nasadzenia;
• regularnie podlewane, nawożone, opryskiwane przeciw chorobom;
• wzrost ograniczony doniczką / bryłą korzeniową / cięciami;
• brak dostępu do sieci mikoryzowej – roślina osamotniona;
• brak naturalnych zagrożeń i konkurencji.
🌳Samosiewy:
• wyrosło z nasionka któremu udało się nie zostać zjedzone przez dzika, wiewiórkę, insekty, multum patogenów obecnych w przyrodzie;
• nasiona mają wpisaną epigentetycznie historię warunków środowiskowych w jakich rósł rodzic - warunków pogodowych, szkodników, anomalii;
• od początku konkurowało z wielkimi drzewami w pobliżu oraz swoim kuzynostwem o wodę, światło i przestrzeń;
• dostęp do wsparcia w postaci sieci mikoryzowych połączeń ze swoim rodzicem oraz innymi drzewami;
• dojrzałość osiągają osobniki, które nie zostały zjedzone przez sarny i króliki. Te, które przetrwały w silnie konkurencyjnym środowisku;
• od początku kierujące się zasadą „najsilniejszy zwycięży”;
Rozważając powyższe nachodzi mnie jedna myśl – jakim cudem mając tak dużą ilość wysokiej jakości samosiewów rosnących na nieużytkach w naszym kraju, dostępnych za kilka ruchów łopaty, gotowych by zakładać z nich aleje, parki, zazieleniać tereny szkół i osiedli, nie korzystamy z tego bogactwa❓❓ Pozwalamy, żeby ten potencjał się marnował.
Wydaje mi się, że problemem jest nastawienie ludzi. Wiara, że jeżeli za coś zapłacisz nadrukowanym papierem lub pingiem terminala, to ma to większą wartość, niż coś co wymaga jedynie pracy i inicjatywy.
Do tego dochodzi sama niechęć do sadzenia drzew. Bo duże, straszne, śmiecą liśćmi, rzucają w człowieka żołędziami i szyszkami.
I zastanawia mnie, dlaczego jako arboryści, wolimy przytulać kasę za wycinki, narzekając na brak roboty w pielęgnacji, zamiast dodać do naszych obowiązków EDUKOWANIE SPOŁECZEŃSTWA, nie tylko urzędników, ale przede wszystkim młodzież oraz dorosłych. W najbliższym czasie mam zamiar w swojej okolicy ten ostatni punkt trochę ruszyć, może napiszę relację z przebiegu. Życzcie mi szczęścia.
Spokojnej pracy bez niebezpiecznych niespodzianek.