22/10/2026
Kiedy wchodzę do łazienki sprzed dwudziestu lat, prawie zawsze widzę to samo. Bordiurę w połowie ściany, ciemną glazurę na dole i jasną na górze, umywalkę na postumencie i kabinę z wysokim brodzikiem wciśniętą w róg.
Nikt tego nie wybrał źle. Tak wyglądał wtedy każdy salon łazienek w Polsce - to był standard, nie gust. Ludzie brali to, co było na wystawie, i przez następne dwadzieścia lat mieszkali z decyzją, której nikt im nie pomógł podjąć.
To, co zmieniło się od tamtej pory, nie jest modą na konkretną płytkę. Zmieniło się myślenie o tym, czy ścianę w ogóle dzielić. Bordiura, dwa kolory glazury, listwa, cokół - każdy z tych elementów tnie pomieszczenie w poziomie i sprawia, że wydaje się niższe i ciaśniejsze, niż jest naprawdę. Dziś jeden materiał idzie od podłogi do sufitu i łazienka od razu oddycha.
Ta sama zasada ciągnie się dalej. Prysznic w poziomie podłogi, z jedną taflą zamiast profili, bo każda krawędź to kolejny podział. Szafka podwieszana zamiast postumentu, bo pod nią widać podłogę i pomieszczenie nie kończy się na wysokości kolan. Mosiądz albo czerń matowa zamiast chromu, który odbija wszystko dookoła i nigdy nie jest cichy.
Zostaje światło, o którym myśli się najpóźniej, a zmienia najwięcej. Jedna lampa pod sufitem rzuca cień dokładnie tam, gdzie stoisz przy lustrze. To jedyny moment w ciągu dnia, kiedy naprawdę patrzysz sobie w twarz, a sufitówka robi wszystko, żeby ci to utrudnić. Kinkiety po bokach kosztują mniej niż zmiana płytek.
I rzecz, która często się myli: przestarzała jest zimna biel ze szpitalnym odcieniem, nie jasna łazienka. Trawertyn, drewno i ciepłe światło dają tę samą jasność, tylko bez chłodu.
Przy zamówieniu projektu wnętrza projekt łazienki robię bez dodatkowej opłaty. Napisz do mnie, powiem, co da się zrobić w twoim metrażu.