07/11/2025
Miała tu być dziś nie lada przemowa. Życie to jednak życie, a plany to tylko plany. Pobudka o 4:40, zameldowanie na dworcu wschodnim, powrót do lasu, powrót do stolicy i kolejno znowu do lasu, tyle, że tym razem o 2 godziny dłużej niż poprzednio. Niespodziewane zwroty akcji w całkiem przecież zwyczajnym życiu, jak proszę ja Państwa zorientowanie się, tuż pod drzwiami (rzecz jasna!), że klucz do tychże drzwi nie w kieszeni, a tuż za nimi, czyli w domu. Nieudana próba wejścia przez okno, wygięcie drabiny, utytłanie płaszcza oraz bonus w postaci poślizgu na obgniłym liściu hortensji. Aż w końcu poddanie się i cierpliwe oczekiwanie na małżonka jak i jego klucz, podążających w stronę domu, w korkach ofkors. Finalne i jakże radosne (!) wczołganie się ostatkiem sił przez próg domostwa, skonsumowanie obiadu, który spokojnie i z czystym sercem uznać można za kolację.
I oto jestem! Chciałoby się rzec cała w brokacie, a jednak prawda jest jaka jest – zmiętolona jak stara sfatygowana skarpeta. Także tak. Obiecuję powrócić tu jeszcze z opowieściami jak rownież przemowami. Tymczasem musicie mi Miłe i Mili, wybaczyć mą niedyspozycję i nieprzygotowanie. Aktualnie stać mnie już tylko i wyłącznie na bycie z herbatką i pod kołdrą. Ale złożonej obietnicy dotrzymam i podzielę się zdjęciami tegorocznego świątecznego lasu, przez które notabene zarwałam dziś nockę, oglądając je w nie lada ekscytacji, w tę i nazad, budząc w tym przypływie ogromnej radości i jeszcze większej euforii męża z wielką potrzebą współdzielenia tych emocji o jakiejś, o ile mnie pamięć nie myli 1:40. Reakcja była rzekłabym – zupełnie nieadekwatna do sytuacji, ale pozwólcie, zostawmy to na inny raz.
Cieszcie oko i malujcie sobie swoje w tym miejscu historie ✨🌚✨ Ja pewnie tak skończę i dzisiejszej nocy. Dobranoc!
M.
•