Budowa parowca spacerowego

Budowa parowca spacerowego Relacja z amatorskiej budowy drewnianego parowca

W metalowym, nieogrzewanym i nieszczelnym magazynie zrobiło się tak zimno, że nie dało się pracować. Nie położyłem więc ...
21/12/2023

W metalowym, nieogrzewanym i nieszczelnym magazynie zrobiło się tak zimno, że nie dało się pracować. Nie położyłem więc stępki na stelażu. Żeby nie tracić czasu przeniosłem się z robotą do piwnicy. Przystąpiłem tu do wykonania wręg.
Zgodnie z informacjami od konstruktora powinny być gięte na parze. Ale po kontakcie z nim okazało się, że to nie obowiązek. On w swojej firmie tak robi.
Uznałem, że parowanie wymaga najwięcej energii. Poza tym może się nie udać przez brak doświadczenia, zły dobór drewna i wiele innych czynników. Pozostało więc klejenie. Zaletą jest lekkość i wytrzymałość. Oczywiście mniejsze umiejętności też miały znaczenie.
Całe szczęście, że pozostawiłem rysunki konstrukcyjne. Dzięki nim odwzorowałem kształt wręg na stole. Do wymiarów dodałem grubość wzdłużników na stelażu i uzyskałem w ten sposób krzywizny odpowiadające wymiarem tym jakich potrzebuję. Dokręciłem kątowniki jako uchwyty dla ścisków i całość wyłożyłem folią, żeby się do stołu nie przyklejało.
Listwy 4 mm łączę w grupy po 5 żeby uzyskać pożądaną grubość wręg. Są na tyle cienkie że nie trzeba ich moczyć, ale dla wszystkiego rozgrzałem w miejscach najwęższych łuków suszarką do włosów.
A potem klej, ściski, czas, szlifierka i obowiązkowo lakier. Malowanie nie dla estetyki ale dla zabezpieczenia. I tak 54 razy.

W dotychczasowym miejscu nie zagrzałem miejsca. Właściciel sprzedał teren i trzeba było się wynieść. A już miałem nadzie...
23/11/2023

W dotychczasowym miejscu nie zagrzałem miejsca. Właściciel sprzedał teren i trzeba było się wynieść. A już miałem nadzieję, że to będzie malborski PORT1000. Obecnie znalazłem przyjazne przytulisko, czyli coś tymczasowego, co pewnie zostanie na zawsze. Magazyn, w którym trzymają i remontują swoje motorówki motorowodniacy. Jestem jedynym żeglarzem, ale że buduje parowiec, to mnie zaakceptowali i przyjęli jak swojego.

W trakcie przeprowadzki wszystko co było zrobione źle rozleciało się. A więc cała stępka, której elementy połączyłam metodami nieznanymi cieślom i szkutnikom, połamała się. To był dla mnie dowód, że rzeczy należy robić nie tyle dobrze, co zgodnie z zasadami. Ktoś już wcześniej wypróbował, połamał, poprawił i ponownie, aż próba stała się powszechną praktyką. Nie ma co mądrować jak się jest początkującym hobbystom.
Po raz pierwszy nie wściekłem się, lecz spokojnie przystąpiłem do pracy od początku. Widocznie opatrzność chce żebym parowiec wybudował porządnie.
Nowe belki przestrugałem, wyszlifowałem, ponownie pomierzyłem, porównałem, przypasowałem i na końcu skleiłem i skręciłem. Powstała długa belka o pożądanym kształcie stępki. Łączenie wyszło jak ta lala. Jestem dumny. Ładnie odróżnia się starcza część od nowszej. Jest solidne co udało mi się sprawdzić dzięki koziołkom z marketu, które rozleciały się gdy ułożyłem na nich stępkę. Ale teraz wiem, że jest wytrzymała.
Stewa „Stefania” dziobowa powstała najwcześniej i od dawna czekała na połączenie ze stępką. Wreszcie się doczekała, a ich związek został potwierdzony klejem oraz trzema śrubami. Są od teraz nierozerwalne.
I przyszedł czas na dejwud. Ten pierwszy był bardzo zły. Stanowił zlepek pozostałych po innych pracach kawałków drewna. Wyglądał raczej jak paczłork. Przypominam, że i tak był do wymiany z uwagi na nieudaną próbę wywiercenia kanału wału śruby. Można to obejrzeć w poprzednim odcinku.
Teraz, po pierwsze skorzystałem z porad internautów. Przeciąłem belkę na pół i wydłutowałem i wyfrezowałem kanał. Potem dodałem pręty gwintowane łączące wszystkie piętra dejwudu co w praktyce wzmocni znacznie konstrukcję. Kanałem (pochwą) wału uczyniłem rurę z nierdzewki.
Scalenie wszystkich elementów dało niesamowitą satysfakcję. Ja oczami wyobraźni już wcześniej widziałem całość, ale teraz zobaczyłem ją w rzeczywistości. Super. To już w zasadzie okręt.
Pozostało jeszcze dodanie nadstępki, którą trzeba uformować tak, by pasowała do pierwszej planki. Robię ją z dwóch desek dębowych połączonych wzdłuż i sfazowanych hebelkiem na bokach. Wklejam ją i mocuje dodatkowo wkrętami.
Teraz położę stępkę na stelaż. Na zimę zostały w zasadzie prace, które nie wymagają temperatur powyżej zera.

Dzisiaj akcja „Dziura w … dejwudzie” ale równie dobrze można to zatytułować „Nie zawsze jest kawior”.Parowiec będzie nap...
02/07/2023

Dzisiaj akcja „Dziura w … dejwudzie” ale równie dobrze można to zatytułować „Nie zawsze jest kawior”.
Parowiec będzie napędzany śrubą, więc trzeba było wywiercić otwór na pochwę z wałem. Zacząłem już formować kształt dejwudu, kiedy zorientowałem się, że utrudni mi to wiercenie. Przerwałem struganie i obmyśliłem plan działania wiertacza.
Zacząłem od narzędzi.
Wiertło musiałem osadzić na długim pręcie. Użyłem pręta gwintowanego, bo najtańszy i, co może przy małym doświadczeniu ważniejsze, przepuszczając go przez długi kawał drewna również nagwintowanego zwiększa mi pewność wiercenia w prawidłowym kierunku. Oba elementy zespawałem pilnując osi. Zeszlifowałem również końcówkę tak, by można ją osadzić w gnieździe wiertarki. Długość zestawu prawie na styk – kanał ma mieć 110 cm a zestaw ma 112 cm.
Przygotowałem stelaż z drewna pozwalający na wiercenie pod kątem, we wskazanym kierunku bez strachu o drganie niepewnej ręki.
Dobrałem wiertarkę. Myślałem o użyciu wkrętarki, ale to chyba za mała moc. Chciałem też wykorzystać duże mieszadło do zapraw. To znowu za duże i za ciężkie. Pozostała wiertarka. Duża ruska z bazaru.
Nie poradziła. Wróciłem do mieszadła. Okazało się, że trzeba skonstruować sprzęgło, bo pręt, to ¾ a gniazdo mieszarki ¼. Przy okazji zastanawiam się dlaczego w świecie systemu metrycznego hydraulicy są tacy angielscy i korzystają z cali. Spawanie nic nie dało, bo łącze pękało. W tej sytuacji skorzystałem z materiałów hydraulicznych. Kupiłem jakieś mufki, redukcje. Jedna od sprężarki więc nie wszystko hydrauliczne. Koniec końców udało się.
Kiedy uruchomiłem maszynę wszystko diabli wzięli:
- stępka za słabo przytwierdzona do podłoża
- pręt za cienki
- maszyna za mocna
- umiejętności za małe
- nerw zbyt wysoki
Belka się rozedrgała, pręt zamienił się w korbę, obroty za wysoki, ja za wściekły. Wiertło wyszło bokiem, dejwud do wyrzucenia.
Ogłaszam kilkudniową przerwę na malowanie dna w moim Salmo 15 Luger.

Po skrzyni i stelażu przyszedł czas na stępkę. Stewę dziobową zrobiłem już wcześniej, więc stoi sobie w rogu i czeka. To...
26/05/2023

Po skrzyni i stelażu przyszedł czas na stępkę.
Stewę dziobową zrobiłem już wcześniej, więc stoi sobie w rogu i czeka. To była fajna przygoda. Wycinanie i dopasowywanie elementów trójkątnych, tak żeby wyszła półokrągłość było wciągające. Teraz tylko przedłużenie belką, zakończenie dejwudem i już.
Wszystko byłoby takie proste, gdyby nie te materiały, narzędzia i umiejętności.
Materiał, to belka sosnowa 25x15x450 cm i 2 mniejsze belki 25x15x200 cm. Suche.
Pięknie je obrobiłem na grubościówce u kolegi do wymiarów 24x10x450 i 24x10x200. Pomalowałem odpowiednio i obficie impregnatem. Odstawiłem do poczekalni, bo trzeba było się przenieść z warsztatem, a potem zająć kotłem itd. W tym czasie belki doschły, co w efekcie skrzywiło (wykręciło) jej we wszystkich możliwych wymiarach. Obecnie stałem się właścicielem ogromnych łuków lub rynien lub korkociągów. Łatwiej byłoby z tego zrobić beczkę niż stępkę.
Ustaliłem, że to norma, a sprawę załatwi struganie. Ok. Mając zapas, bo wcześniejsze gładzenie dało spory naddatek materiału, przystąpiłem do pracy. Udało się. Jest „prawie” prosto. Ja bardzo spocony, bo katowałem się strugiem ręcznym mechanicznym i ręcznym ręcznym.
Na you tube wszystko wygląda prościej i szybciej.

Po długiej przerwie prace ruszyły. Było to na jesieni zeszłego roku, więc obecna relacja nie jest bieżąca i nie odzwierc...
15/05/2023

Po długiej przerwie prace ruszyły. Było to na jesieni zeszłego roku, więc obecna relacja nie jest bieżąca i nie odzwierciedla postępu prac. Mam zamiar nadgonić czas facebookowy i doprowadzić do synchronizacji.
Poza umiejętnościami szkutniczymi, w czasie mojej nieobecności na stronie, nabyłem też wiedzę życiową. Zrozumiałem, że nie jestem taki marny jak o sobie myślałem pod wpływem filmików, które oglądam na You Tube. Okazało się, że te nie do końca są prawdziwe i pomijają wiele czynności pośrednich, które wykonuje się zanim nastąpi efektowne zakończenie.
Teraz wiem, że zanim połączone zostaną dwie belki następują pomiary, poprawki pomiarów, sprawdzanie poprawek pomiarów i pomiary na wszelki wypadek, następnie cięcie, struganie i przymierzanie, a potem docinanie, struganie i przymierzanie itd. Zawsze mnie denerwowało, że ci szkutnicy z filmów przycinają i wszystko pasuje jak ulał. No jasne, gość strugający przez godzinę deskę byłby bardzo nudny. A tak, rach, ciach i jacht gotowy.

Zbiłem skrzynię stanowiącą podstawę konstrukcji budowlanej. Może nie wygląda super, ale staram się zagospodarować wszelkie stare materiały tak, by oszczędzić pieniądze i sam materiał. Szkutnictwo to sztuka pięknej i precyzyjnej obróbki drewna, ale uważam, że tam gdzie można, należy pozwalać sobie na mniejszą dokładność i estetyką. Tak więc skrzynia i wręgi na których będę formował kadłub nie są imponująco piękne. Ale już są i zaczyna to jakoś wyglądać.

Kontynuowałem prace nad stewą dziobową. Wycięte, zaimpregnowane i z grubsza dopasowane trzy jej elementy zostały sklejon...
15/02/2022

Kontynuowałem prace nad stewą dziobową. Wycięte, zaimpregnowane i z grubsza dopasowane trzy jej elementy zostały sklejone. W tym wypadku zastosowałem Sikaflex 11FC. Oczywiście skręcenie mechaniczne też jest.
Po wyschnięciu, a dałem czasu z naddatkiem, drewno ponownie zostało ostrugane i poszlifowane. A na koniec, za pomocą ręcznego struga i ośniczka, nadałem odpowiedni kształt tak żeby Kosma „fale dumnie ciął”.

I efekt jest taki że stanęła przede mną i mówi:

Jestem Stefa. Stefa Dziobowa

Już po tym krótkim czasie jaki upłynął od rozpoczęcia budowy stwierdziłem, że konieczne jest precyzyjne rozpisanie zadań...
30/01/2022

Już po tym krótkim czasie jaki upłynął od rozpoczęcia budowy stwierdziłem, że konieczne jest precyzyjne rozpisanie zadań z podziałem na:
biurowo warsztatowe – rysowanie, przerysowywanie, douczanie się, wyszukiwanie, zaopatrzenie
szkutnicze – budowa kadłuba
mechaniczne – budowa silnika
Zrozumiałem, że wszystkie one muszą być wykonywane w tym samym czasie, tak żeby ich wyniki się zazębiały we właściwym momencie. Taki układ zwiększa szansę powodzenia przedsięwzięcia. Tymczasem ja robiąc jedno, miałem wrażenie, że zaniedbuję drugie. Powstawał brak koordynacji pomiędzy głową a rękoma. W trakcie heblowania myślałem o spawaniu itd. Zaczynał wkradać się chaos, a co za nim idzie irytacja i zniechęcenie.
Skorzystałem z dobrodziejstwa pandemii i podczas izolacji, jaką ostatnio sobie zafundowałem, sporządziłem plan pracy. Taki plan, jaki potrafiłem. Nie ma czego pokazywać, bo to kupa gryzmołów. Ale bardzo mi to zajęcie przeczyściło głowę. Powstało wrażenie, że wiem co robię. I o to chodziło. Wrócił zapał.
PRACE SZKUTNICZE
Prace szkutnicze rozpoczynam od belki konstrukcyjnej składającej się ze stewy dziobowej, stępki i tylnicy. W pierwszej kolejności wykonuję stewę. Uznałem, że stępka będzie najprostszym elementem, więc potraktuję ją wypoczynkowo. Natomiast tylnica będzie wymagała większej ilości materiału, siły, pomysłów i doświadczeń. Zanim więc do niej dojdę wszystko to już zgromadzę przy wcześniejszych elementach i mam nadzieję robota przy niej pójdzie bez większych kłopotów.

Mam w pamięci brak doświadczenia i całe przedsięwzięcie traktuję również jako szkoleniowe. Dlatego pewną część zadań celowo niepotrzebnie komplikuję, by skorzystać np. z innej technologii lub innych narzędzi czy rozwiązania. Muszę być jednak ostrożny z kombinowaniem, gdyż podstawą jest zawsze projekt stworzony przez projektanta - znawcę. Przy moich umiejętnościach i praktyce byłoby głupotą zmienianie projektu w części konstrukcyjnej. Można na to sobie pozwolić w kwestiach estetycznych, ale konstrukcja to bezpieczeństwo czyli świętość.
Stewa dziobowa
Stewę mógłbym zbudować z jednego kawałka drewna. Pozyskałbym go tworząc klejonkę (sklejkę) z kilku pasków obłogów odpowiednio wyprofilowanych w trakcie schnięcia kleju lub z natury, szukając w tartakach lub innych miejscach tzw. krzywulców czyli naturalnych zakrzywień słoi drewna korzeni lub konarów najczęściej dębu lub sosny. Ja swoją stewę buduję poprzez połączenie trzech kawałków drewna: stopy, kryzy i falochronu. Takie nazewnictwo odpowiada tradycyjnej budowie dziobnicy na żaglowcach, gdzie składała się ona z wielu elementów ułożonych konfiguracyjnie i warstwowo.
Belkę konstrukcyjną robię z sośniny. Dysponuję kilkoma odpowiednimi kawałkami drewna 200x100. W związku z tym prace rozpocząłem od strugania, bo potrzebna jest szerokość 80 mm. Myślałem o skorzystaniu z jakiegoś warsztatu i przepuszczenie materiału przez grubościówkę, ale izolacja uniemożliwiła mi to. Stan zdrowia pozwalał natomiast na pracę i szkoda mi było tracić czas. Użyłem więc pilarki i heblarki ręcznej.
Po zestruganiu i nadaniu uzyskanym kawałkom kształtu, na który można przenieść wcześniej przygotowane wykroje z tektury, drewno solidnie pokryłem impregnatem. Ja korzystam z Drewnochron Grunt Impregnat. Posprawdzałem, poczytałem, podzwoniłem i zorientowałem się, że skład tego impregnatu odpowiada tym stosowanym profesjonalnie i sprzedawanym w sklepach żeglarskich. Będzie można na to nanosić i farby i żywicę epoksydową. Ta wiedza pozwoliła na zaoszczędzenie paru groszy. Przydadzą się później.
Następnym etapem jest dokładne wycięcie z powyższych kształtów tych trzech elementów stewy. Zawsze tnę tak by zostało trochę drewna do kreski. To pozwoli na dopasowanie jednego „klocka” do drugiego przy użyciu dłuta, struga i papieru ściernego ewentualnie zdzieraka lub pilniczka.
Kończę pracę mając wycięte, zaimpregnowane i z grubsza dopasowane trzy elementy stewy. Teraz nastąpi pieszczenie, klejenie, skręcanie. Potem zestrugam „na ostro” falochron tak by Kosma ciął fale a nie pchał.

09/01/2022

No i filmik.

Do dzisiejszej relacji dodaję zdjęcia i film. Niestety każde osobno.
09/01/2022

Do dzisiejszej relacji dodaję zdjęcia i film. Niestety każde osobno.

09/01/2022

Drewno drewnem, ale metal musi być. Nie ma Straży Pożarnej, Policji, Pogotowia bez syreny. Nie ma parowozu i parowca bez gwizdka. To oczywiste dla każdego dziecka. Dlatego i ja rozpocząłem pracę nad Kosmą od tego najważniejszego elementu, który będzie go wyróżniał i zwracał na niego uwagę.

Jak zbudować gwizdek?
Porady dla tych którzy chcą to przećwiczyć z dziećmi lub wnukami i stać się ich bohaterami.
1.
W sumie to proste. W dzieciństwie, na podwórku wszyscy potrafiliśmy robić je z młodych gałązek czegokolwiek ze wskazaniem na wierzbę, bo miała miękką korę. Wycinaliśmy prosty kijek o dowolnej długości, ale zwykle nie dłuższy niż 15 cm Moczyliśmy drewienko w kałuży (niektórzy ślinili w ustach). W miarę moczenia opukiwało się go rączką scyzoryka. Pod wpływem wilgoci i tego obijania skórka odchodziła się od drewna – rdzenia. Po jakimś czasie można było ją ściągnąć dzięki czemu mieliśmy rurkę kory i okorowany patyk. Skórę dalej trzeba było moczyć, nie mogła wyschnąć.
Patyk, na długości 1-2 cm od przodu należało ściąć wzdłuż na grubości tak ok. 2 mm, a na końcu tego ścięcia wykonać większe wcięcie.



Skórkę, po odmierzeniu tych 1-2 cm od brzegu nacinaliśmy robiąc otworek o kształcie tego większego nacięcia na kijku. Następnie skórkę trzeba było naciągnąć się na kijek, tak żeby otworek na niej pokrył się z większym nacięciem rdzenia. Następnie należało poddać kijaszka suszeniu, co zwykle trwało niedługo. Skórka dzięki temu zaciskała się na patyku tworząc jedność. I to był nasz gwizdek. Oczywiście zdolniejsi zmieniali kształt nacięć, wydłużali i dodawali więcej otworów wykonując fujarki. Można też było do tego zagłębienia w patyku przed naciągnięciem skórki włożyć mały okrągły kamyk. Wtedy gwizdek miał dźwięk wibrujący.



2.
Łatwiejszą i nowocześniejszą wersją piszczałki patykowej jest rurkowa. Ja wykorzystuję stare rurki PCV. Rozmiar nie ma znaczenia, bo długość i średnica mają wpływ wyłącznie na ton.
Rurkę zamykamy z jednej strony, a z drugiej tak 3-4 cm od brzegu robimy nacięcie na głębokość ok. 1/5 średnicy rurki prostopadle do osi. Drugie nacięcie pod kątem 45% tak, by oba się spotkały w najgłębszym miejscu tego pierwszego.
Teraz dopasowujemy do średnicy rurki np. drewniany wałeczek o długości od brzegu do początku zrobionego nacięcia. Jeśli ten wałek upchniemy w rurce to ją zamkniemy szczelnie. Ale że nam o to nie chodzi, to ścinamy go na całej długości tak z 1-2 mm. Wtedy dopiero wałeczek wkładamy do rurki łącząc tym ścięciem jej brzeg z nacięciem w niej wykonanym uprzednio, tak by powstał kanalik. No i gotowe.

Jak zbudowałem gwizdek okrętowy Kosmy?
Jako zdeklarowany pacyfista do wykonania gwizdka okrętowego wykorzystałem łuskę od jakiegoś pocisku. Mogła to być rurka np. mosiężna, ale to by się wiązało z koniecznością wycinania elementów, dopasowywania i lutowania. Przy wielości prac, słabym warsztacie i kiepskim zaopatrzeniu w narzędzia coś mogło pójść nie tak. Kierując się zasadą „minimum pracy maximum zadowolenia” uznałem, że łuska będzie najodpowiedniejsza. Ma przecież ładny kształt i antyczny wygląd. A, że końcówki gwizdka miały być obłe i fikuśne należało również wymyślić coś co zamaskuje brak umiejętności obróbki matali. Do głowy przyszedł mi dzbanuszek lub kieliszek mosiężny. Po krótkim rozpoznaniu rynku znalazłem rozmiarowo pasujący kieliszek i to z kotwicą.
Tak więc gwizdek Kosmy jest połączeniem łuski i kieliszka. Działa, co należy rozumieć, że gwiżdże. Tak więc parowiec prawie gotowy.

Poza gwizdkowymi zabawami w tym tygodniu dalej rysowałem i przerysowywałem. Dodatkowo wycinałem. W ten sposób powstał już wykrój stępki oraz stewy dziobowej. Tą ostatnią wykonałem na sztywnych kartonikach – każdy jej element na osobnym.

Koszty:
łuska 43 zł
kieliszki 39
zawór do gwizdka 139 zł
śrubki, wężyki itd. 40 zł

Póki patrzysz na zdjęcie lub piękną grafikę jachtu lub statku jest ok. Kiedy masz temu obrazkowi nadać techniczno budowl...
02/01/2022

Póki patrzysz na zdjęcie lub piękną grafikę jachtu lub statku jest ok. Kiedy masz temu obrazkowi nadać techniczno budowlany kształt okazuje się, że to nie jest łatwe. Ale też nie jest niewykonalne, nawet dla laika. Wystarczy chęć i odpowiedni nakład pracy. W moim wypadku większy niż dla kogoś kto miał już do czynienia z takimi „szyframi”. Skoro jednak podjąłem się tej pracy to z wszystkimi konsekwencjami. Będę wykonać nawet te najnudniejsze i mało spektakularne zadania.
Ustaliłem, że skoro plany są amerykańskie, to wymiary też. Cóż, zawsze jest tak, że to, co znamy i to, czego używamy na co dzień, wydaje się logiczne i normalne. Dlatego też jednostki amerykańskie uznałem za dziwne. Po moich przejściach z „tłumaczeniem” tabelki stwierdzam, że Amerykanie utrudniają sobie życie
Tak jak w Europie mamy milimetry, tak w Ameryce najmniejszą miarą długości jest cal. Według naszego przelicznika wartości się mnożą i ładnie zaokrąglają – 10 mm to 1 cm, 100 cm to 1 m, 1000 m to 1 km… Dzięki temu bardzo łatwo można coś przeliczyć, nawet w pamięci. W Ameryce nie jest to już tak proste. Gdy chcemy podać jednostkę mniejszą od cala, to musimy systemem ułamkowym podzielić go na części, np. 1/4 cala. Nie jest tak źle, ale im dalej, tym trudniej! Wcale nie znaczy, że 10 cali to będzie stopa… bo nie będzie. 1 stopa to 12 cali, a 1 mila to 5280 stóp. A co z mm, które są mniejsze niż minimalna część cala czyli 1/16?
Ale, w tabelce nie użyto ułamków zwykłych tylko dziesiętnych, co sugerowało, że jest jeszcze inny sposób zapisu i podziału cala na mniejsze jednostki. Znalezione informacje dotyczyły wymiarów w metrach i pełnych centymetrach. Musiałem drążyć dalej.
Nie znalazłem żadnych informacji. Uciekłem się więc do zasady może nie za mądrej, ale w praktyce dogodnej. Przyjąłem fakty na wiarę, bez zrozumienia. Uznałem, że nigdy nie będę mierzyć w calach a poznanie systemu miar USA jest mi niepotrzebne. Znalazłem więc stosowny kalkulator i problem się rozwiązał. Przy okazji dowiedziałem się (przyjąłem do wiadomości) że moje wymiary zapisane ułamkami dziesiętnymi to stopy, cale i ósemki.
Dla zainteresowanych kalkulator znajdziecie tu: http://msi.as/Calculations/Inch2mm.aspx
Po przetłumaczeniu tabelki na polski dalsza praca poszła już łatwo. Z lektury i filmów wiedziałem, że trzeba stworzyć tablicę o wymiarach pozwalających wyrysowanie wszystkich elementów konstrukcyjnych w naturalnej wielkości. Zrobiłem ją ze sklejki. Wyrównałem, wypoziomowałem, zaszpachlowałem wszelkie nierówności i pomalowałem na biało.
Łatwo, to nie znaczy, że bez potknięć i problemów. Trudnością dla mnie było ustalenie, czy szerokość liczymy od 0 na osi rzędnych czy uwzględniamy pół grubości stępki. Może to niepoważne zagadnienie, ale ja musiałem się zastanowić i poczytać. Ostatecznie jestem laikiem i to co dla innych jest oczywiste dla mnie jest nowością. Koniec końców mierzyłem od 0 czyli od osi. Nerwy szargały mi rozbieżności kropek na kolejnych osiach. Uważałem, że dobrze narysowana siatka oraz rzetelnie pomierzone punkty muszą doprowadzić do jednego wspólnego miejsca na zbiegu osi. No, niekoniecznie. Niektóre były nawet blisko, ale nie w punkt. Więc gumka, ponowne pomiary, dokładniejsze zaokrąglenia (lub rezygnacja z zaokrągleń) w tabeli wymiarów i nanoszenie. Praca planowana na „godzinkę” trwała w tej sytuacji kilka dni. Jeszcze jedna korekta robiona była przy łączeniu punków w oczekiwany kształt. Nie zawsze dało się tak wygiąć listewkę jak sugerowały gwoździki wbite w wyznaczone na tablicy miejsca. Ale obywało się tu bez dodatkowych wyliczeń. Wystarczyło wyjąć kilka gwoździków i listewka układała się w prawidłowy łuk.
Ostatni etap pracy był najprostszy, ale żmudny. Najpierw przenosiłem kształty z tablicy na kalkę techniczną. Potem z kalki na arkusze papieru pakowego. W ten sposób mam na kalce trwałe wzorce na przyszłość, a na papierze wykroje do bieżącego użytku.

Koszt: 420 zł (sklejka, szpachel, farba, materiały piśmiennicze, kalka, papier, gwoździki)

26/12/2021

Pomysł budowy parowca chodził mi po głowie już od dawna. Publiczna realizacja też się gdzieś tam kołatała po czaszce. Zbitka tych dwóch idei wydała mi się dobrym pomysłem.

Dlaczego publiczna budowa?
Myszkując po internecie zauważyłem, że na świecie jest wiele firm, organizacji czy grup, które zajmują się szkutnictwem dla mas. Są konkretni ludzie, którzy publikują filmiki szkoleniowe z własnych szkutni zawierające opis ich pracy, ale również wiele wskazówek, uwag, pomysłów skierowanych do mniej lub bardziej zaawansowanych amatorów. Są firmy i towarzystwa, które poza filmikami organizują szkolenia w siedzibie, spotkania, zloty szkutników amatorów oraz sympatyków nie aspirujących do tytułu szkutnika, ale chcących zająć swój czas np. z dzieckiem przy wspólnej budowie czegoś tam.
U nas tego nie ma. Szkutnicy zawodowi to albo zapracowani przedsiębiorcy nastawieni na inny rodzaj działania niż edukacja i wsparcie, albo niedostępne gwiazdy dopuszczające do swojej wiedzy wyłącznie dobrych znajomych.
Publiczne budowanie, jakie sobie wymyśliłem, ma po pierwsze zebrać ludzi z większym lub mniejszym doświadczeniem szkutniczym w formę bazy „mądrych głów”, a po drugie ma pokazać, że łodzioróbstwo jest dla każdego.

Dlaczego parowiec?
Sam jestem zaskoczony, bo jestem z krwi i kości żeglarzem. Ale jestem oczarowany przemysłową estetyką przełomu XIX i XX wieku. Poza tym w moim turystycznym mieście przyda się parowiec jako atrakcja. Kosma docelowo ma zarabiać.

Zapraszam do wspólnej budowy. Ja będę robił to w realu, a chętni obserwatorzy relacji wirtualnie, wspierając mnie uwagami, pomysłami bądź po prostu konstruktywną krytyką. Nie wykluczam spotkań u mnie i wspólnej pracy, ale to pieśń przyszłości.
Nie jestem szkutnikiem, a moje doświadczenie nie jest wielkie. Nie mam warsztatu, a narzędziownia pozostawia wiele do życzenia. Budżet jest nieznany dwustronnie (nie wiem ile potrzebuję i nie wiem skąd wezmą). To według mnie świetny początek kapitalnej przygody.

KOSMA
Łódź zaprojektowana przez Paula Gartside’a. Ma on w USA swoją pracownię projektową wraz ze szkutnią oraz szkołą szkutniczą. To drewniany parowiec spacerowy o długości 7 m, szerokości 2 m i zanurzeniu 65 cm. Konstrukcja na belce o szerokości 12,5 cm z żebrami giętymi parowo o poszyciu z dwóch warstw obłogów pokrywanych matą. Silnik parowy własnej budowy na paliwo gazowe. Kadłub będę budować używając rodzimych materiałów. Według opisu projektanta parowiec wymaga 1800 godzin pracy przy dużym poziomie doświadczenia szkutniczego.

Adres

Malbork

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Budowa parowca spacerowego umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij

Kategoria