02/01/2022
Póki patrzysz na zdjęcie lub piękną grafikę jachtu lub statku jest ok. Kiedy masz temu obrazkowi nadać techniczno budowlany kształt okazuje się, że to nie jest łatwe. Ale też nie jest niewykonalne, nawet dla laika. Wystarczy chęć i odpowiedni nakład pracy. W moim wypadku większy niż dla kogoś kto miał już do czynienia z takimi „szyframi”. Skoro jednak podjąłem się tej pracy to z wszystkimi konsekwencjami. Będę wykonać nawet te najnudniejsze i mało spektakularne zadania.
Ustaliłem, że skoro plany są amerykańskie, to wymiary też. Cóż, zawsze jest tak, że to, co znamy i to, czego używamy na co dzień, wydaje się logiczne i normalne. Dlatego też jednostki amerykańskie uznałem za dziwne. Po moich przejściach z „tłumaczeniem” tabelki stwierdzam, że Amerykanie utrudniają sobie życie
Tak jak w Europie mamy milimetry, tak w Ameryce najmniejszą miarą długości jest cal. Według naszego przelicznika wartości się mnożą i ładnie zaokrąglają – 10 mm to 1 cm, 100 cm to 1 m, 1000 m to 1 km… Dzięki temu bardzo łatwo można coś przeliczyć, nawet w pamięci. W Ameryce nie jest to już tak proste. Gdy chcemy podać jednostkę mniejszą od cala, to musimy systemem ułamkowym podzielić go na części, np. 1/4 cala. Nie jest tak źle, ale im dalej, tym trudniej! Wcale nie znaczy, że 10 cali to będzie stopa… bo nie będzie. 1 stopa to 12 cali, a 1 mila to 5280 stóp. A co z mm, które są mniejsze niż minimalna część cala czyli 1/16?
Ale, w tabelce nie użyto ułamków zwykłych tylko dziesiętnych, co sugerowało, że jest jeszcze inny sposób zapisu i podziału cala na mniejsze jednostki. Znalezione informacje dotyczyły wymiarów w metrach i pełnych centymetrach. Musiałem drążyć dalej.
Nie znalazłem żadnych informacji. Uciekłem się więc do zasady może nie za mądrej, ale w praktyce dogodnej. Przyjąłem fakty na wiarę, bez zrozumienia. Uznałem, że nigdy nie będę mierzyć w calach a poznanie systemu miar USA jest mi niepotrzebne. Znalazłem więc stosowny kalkulator i problem się rozwiązał. Przy okazji dowiedziałem się (przyjąłem do wiadomości) że moje wymiary zapisane ułamkami dziesiętnymi to stopy, cale i ósemki.
Dla zainteresowanych kalkulator znajdziecie tu: http://msi.as/Calculations/Inch2mm.aspx
Po przetłumaczeniu tabelki na polski dalsza praca poszła już łatwo. Z lektury i filmów wiedziałem, że trzeba stworzyć tablicę o wymiarach pozwalających wyrysowanie wszystkich elementów konstrukcyjnych w naturalnej wielkości. Zrobiłem ją ze sklejki. Wyrównałem, wypoziomowałem, zaszpachlowałem wszelkie nierówności i pomalowałem na biało.
Łatwo, to nie znaczy, że bez potknięć i problemów. Trudnością dla mnie było ustalenie, czy szerokość liczymy od 0 na osi rzędnych czy uwzględniamy pół grubości stępki. Może to niepoważne zagadnienie, ale ja musiałem się zastanowić i poczytać. Ostatecznie jestem laikiem i to co dla innych jest oczywiste dla mnie jest nowością. Koniec końców mierzyłem od 0 czyli od osi. Nerwy szargały mi rozbieżności kropek na kolejnych osiach. Uważałem, że dobrze narysowana siatka oraz rzetelnie pomierzone punkty muszą doprowadzić do jednego wspólnego miejsca na zbiegu osi. No, niekoniecznie. Niektóre były nawet blisko, ale nie w punkt. Więc gumka, ponowne pomiary, dokładniejsze zaokrąglenia (lub rezygnacja z zaokrągleń) w tabeli wymiarów i nanoszenie. Praca planowana na „godzinkę” trwała w tej sytuacji kilka dni. Jeszcze jedna korekta robiona była przy łączeniu punków w oczekiwany kształt. Nie zawsze dało się tak wygiąć listewkę jak sugerowały gwoździki wbite w wyznaczone na tablicy miejsca. Ale obywało się tu bez dodatkowych wyliczeń. Wystarczyło wyjąć kilka gwoździków i listewka układała się w prawidłowy łuk.
Ostatni etap pracy był najprostszy, ale żmudny. Najpierw przenosiłem kształty z tablicy na kalkę techniczną. Potem z kalki na arkusze papieru pakowego. W ten sposób mam na kalce trwałe wzorce na przyszłość, a na papierze wykroje do bieżącego użytku.
Koszt: 420 zł (sklejka, szpachel, farba, materiały piśmiennicze, kalka, papier, gwoździki)