16/07/2025
O ile do wielu miejsc mogłabym wracać wielokrotnie to do Paryża chyba już się nie wybiorę 😉
Kompletnie nie rozumiem fenomenu Paryża. Byliśmy kiedyś sami...nie zachwycił nas. Wróciliśmy z dziećmi, bo Henio chciał. Jest już na tyle duży, że gdzieś już słyszał o słynnej wieży i koniecznie chciał ją zobaczyć. Stwierdziliśmy, że jest to w naszym zasięgu i ok- jedziemy.
Najpierw musieliśmy znaleźć bezpieczny kemping (bazując na opiniach w Internecie). Kemping był na obrzeżach, więc musieliśmy też kupić bilety na komunikację miejską.
Henio był tak bardzo podekscytowany, że początkowo nie za bardzo skupiał się na tym co do Niego mówimy, a Lesio...za każdym razem jak wsiadaliśmy do jakiegoś autobusu lub metra darł się w niebogłosy, bo nigdy wcześniej nie jeździł komunikacją miejską i się bał. Tak samo bał się na przykład wind i tuneli.
Gdy dotarliśmy w okolice Łuku Triumfalnego okazało się, że już jesteśmy zmęczeni tym co wyżej i tym, że wszędzie musieliśmy nosić wózek 🤦 Dookoła jest rondo, na którym kiedyś mój mąż prawie dostał zawału, bo jest tyle pasów ile aut się zmieści, a każdy jeździ jak chce😂 Do tego wszystkiego po tych pasach chodzą ludzie, bo chcą zrobić jak najlepsze zdjęcie😱 A w okolicy jakby nigdy nic chodzą sobie policjanci z karabinami. Dla mnie samo to już było dużo i już się czułam przytłoczona. Dla dzieciaków zresztą też.
Później Pola Elizejskie. W ogóle nie mój klimat. Masa sklepów, masa ludzi, masa śmieci i dym papierosowy. Fajna jest chyba tylko nazwa po francusku i piosenka😂 Ja wiem, że mnie nie stać na te sklepy 😉 Ale nawet jakby było mnie stać to nie po to zwiedzamy świat, żeby łazić po sklepach.
Następna oczywiście wieża Eiffla. No i jak to stwierdził Henio..."to jest sterta metalu". O gustach się nie dyskutuje, ale moja opinia też jest właśnie taka. Nie wiem ile trzeba edycji oryginalnego zdjęcia zrobić, żeby to wyglądało tak jak jest przedstawiane. Wszędzie dookoła są ogrodzenia i jak widziałam jak modelki pozują do zdjęć na tle wieży to zastanawiałam się ile roboty będzie miał fotograf, żeby pousuwać tych wszystkich ludzi, ogrodzenia itp. dookoła. Gdy Henio zobaczył kolejkę do wejścia na górę zrezygnował z wchodzenia i ruszyliśmy dalej. I tutaj też ludzie chcąc mieć jak najlepsze ujęcie łazili po ruchliwej ulicy. Aż miałam dreszcze widząc na przykład, że na środku ulicy stoi wózek z dzieckiem, a rodzice stali kilka kroków dalej i całowali się do selfie na tle wieży 😥
No i tutaj zaczęło się prawdziwa przygoda...poszukiwanie TOALETY...Heniowi zachciało się dwójeczki. Najpierw zobaczyliśmy toi-toia nad Sekwaną...ufff. Chłopacy poszli i Henio stwierdził,że nie da rady...tata tylko pokiwał znacząco głową i powiedział, że aż wystaje 🤮 A tak poza tematem obok tego toi-toia, nad śmierdząca Sekwaną ktoś brał ślub na tle ogrodzonej wieży. I tak sobie wtedy pomyślałam ile teraz ja rzeczy inaczej bym zrobiła przy swoim ślubie😂 Dalej była akurat stacja metra, więc ja z Lesiem zostałam, żeby znowu nie nosić wózka po schodach, a chłopacy poszli szukać...nie było toalety. W końcu zaszliśmy (z naszymi dziećmi restauracje i większość muzeów to istny koszmar) do pierwszej lepszej restauracji i usiedliśmy przy stoliku. Zamówiliśmy coś do picia, a Henio poleciał do łazienki. To była chyba najdroższa kupa w naszym życiu...malutkie piwo, sok i byle jaka mini kawa kosztowały nas ponad 20 euro...w końcu to Paryż co nie?😉
Później wybraliśmy się zobaczyć Katedrę Notre-Dame. W drodze spotkaliśmy zbiegowisko ludzi i zewsząd dookoła zaczęły zjeżdżać się służby...trochę się wystraszyliśmy, bo w takich miastach różne rzeczy się dzieją, ale z tego co zrozumieliśmy chwilę wcześniej ktoś skoczył z mostu do Sekwany. Przedostaliśmy się przez tłum, ominęliśmy służby i poszliśmy dalej, żeby Henio nie musiał być ewentualnie świadkiem czegoś nieprzyjemnego. I w tym momencie już prawie całkiem mieliśmy zepsuty dzień. Jakoś musieliśmy wytłumaczyć Heniowi co się wydarzyło i dlaczego nie chcemy, żeby sobie popatrzył skoro wszyscy patrzą. No nie było to przyjemne doświadczenie, a tłumaczenie czemu ktoś miałby nie chcieć żyć i czy uda się tego człowieka uratować było najzwyczajniej w świecie smutne. A gdy dotarliśmy do katedry...wszystko było zagrodzone, bo remont po pożarze wciąż trwał. No i też wyglądało to zupełnie inaczej niż na zdjęciach w internetach.
Lesio był po drzemce, byliśmy najedzeni i mieliśmy ze sobą jakieś przekąski, ważne jeszcze bilety na komunikację, a do nocy zostało jeszcze trochę, więc postanowiliśmy jeszcze pojechać do Bazyliki Sacre Coeur. Ostatecznie był to chyba najfajniejszy punkt wycieczki, ale...nie bez przygód 😂
Przeciętny człowiek do bazyliki dociera metrem, idzie turystyczną dzielnicą, wjeżdża i zjeżdża sobie windą i podziwia widoki😉 Ale nie my😂 Nasz przewodnik vel "trzymacz mapy" (tata) wybrał, według Niego, najbliższą bazyliki stację metra. Już wysiadając było trochę dziwnie, bo s*f jak to w Paryżu, ale wszędzie były powyłamywane bramki. Wychodząc ze stacji (oczywiście po schodach taszcząc wózek) nagle otoczyła nam masa ludzi krzyczących między sobą i sprzedających coś. I nie jestem rasistką, ale dało się zauważyć, że trafiliśmy najzwyczajniej w świecie do dzielnicy czarnoskórych imigrantów. Grupki mężczyzn stały wszędzie przy ulicy. Było bardzo dużo salonów fryzjerskich i tam to dopiero tętniło życie. Trochę poczułam się jak w filmie. I nie tyle czułam się nie na miejscu, ale wiedziałam, że coś jest nie tak, bo nie widać tam było poza nami żadnych turystów. Później okazało się, że wysiedliśmy po prostu nie tam gdzie trzeba i wiecie co było najgorsze...do bazyliki wszyscy mogli wjechać windą lub ewentualnie wspiąć się po schodach, a my musieliśmy tymi uliczkami z samego dołu na samą górę gdzie stoi bazylika wspiąć się z wózkiem 😂 Oj...nie było lekko.
Z ulgą wróciliśmy na kemping. Następnego dnia mieliśmy wybrać się do Disneylandu, ale miało cały dzień lać, a poza tym Paryż już tak nas rozczarował, że mieliśmy ochotę uciec, a że Henio podzielał naszą opinię zdecydowaliśmy się nie kupować kolejnej doby na kempingu. Na wszelki wypadek, żeby nie było żali wyszukaliśmy w Internecie jakieś relacje z Disneylandu, żeby puścić Heniowi i pokazać jak to mniej więcej wygląda. Stwierdził, że to nie Jego klimat. Najbardziej chyba mi było szkoda, bo sama nigdy nie byłam, ale stwierdziłam, że nie będę nalegać za wszelką cenę, bo w razie rozczarowania będzie na mnie😂 50 razy zapytałam czy na pewno nie chce i rano uciekliśmy.
Gdy po jakimś roku ponownie byliśmy w okolicach Paryża i padła propozycja zajechania to krzyczeliśmy z Heniem, że wysadzimy kierowcę jeśli zbliży się w tamtym kierunku.
P.s. ja wiem, że kulturalni ludzie w Paryżu chodzą też po muzeach, ale my niestety musieliśmy kultury się wyrzec, bo na pewno by nas tam długo popamiętali...Już próbowaliśmy ukulturalniać nasze dzieci. I o ile Henio w interesujących Go tematach skorzysta to w takich, które Go nie interesują uprzykrzy, a Lesio...urodził się bez grama kultury w tej kwestii😂 Myślę, że jeszcze przyjdzie na to czas😉